Śniadania i poranki

komentarze Brak komentarzy

Gdyby ktoś na początku tego roku powiedział mi jak będzie wyglądała jego dalsza część, to w większość tej opowieści pewnie bym nie uwierzyła. Na to jak sobie radzić nawet dla siebie nie mam złotej rady, ale staram się nie dawać czarnym myślom i szukać wszystkiego, co sprawia radość. Szczęśliwie mam takich małych pociech ostatnio całkiem niemało.

Rześkie, słoneczne poranki, czyli pogoda o jakiej marzy się wiosną. I to właśnie poranki są moją ulubioną porą dnia. Cały nowy dzień dopiero się zaczyna. Nowe kilkanaście godzin na to co w planach na bieżąco, na to czego się nie zdążyło, na zaplanowanie nowego. Korzystam bardzo z tego, że ostatnio nie muszę tych poranków spędzać na szybko i w pośpiechu, a poranna cisza wydaje mi się być zupełnie inną niż każda późniejsza. Ale do rzeczy… Kuchnia i gotowanie to od dawna moje rewiry. Szukam, czytam, kręcę się po kuchni i gotuję. Poniżej kilka moich śniadaniowych ulubieńców. Lista smacznych pomysłów i przepisów do wypróbowania jest na tyle długa, że część z nich albo gdzieś mi przepada albo uda mi się je wykorzystać dopiero w odległej przyszłości. Te z dzisiejszego wpisu to już stali bywalcy w mojej kuchni, pojawili się i zostali na dłużej.

Jaglanka do pokochania. Zdobyła uznanie nawet u tych, którzy na kaszę jaglaną kręcą nosem. Cała magia akurat tej wersji polega na tym, że sprawdzi się równie dobrze jako śniadanie, jak i deser. Robię przeróżne jaglanki, wszystko zależy od tego jakie mam dodatki i co mi akurat w duszy gra. Ta jest gotowana na mleku, z bananem, orzechami i wyjątkowym sosem na bazie masła orzechowego z solonych migdałów.

 

Zwykła – niezwykła owsianka. Gotowana pół na pół w wodzie i mleku kokosowym, z rodzynkami i wiśniami. Wiśnie z tej owsiance były mrożone, podgrzewałam je chwilę, dzięki temu wiśniowy sok zgęstniał i mogłam zrobić esy-floresy.
Ten kolor to zasługa dodania buraczka. Połączenie składników jest tutaj dość wyjątkowe: mango, banan i właśnie buraczek. Jestem prawie pewna, że gdyby buraczek nie trafił pod ostrze blendera to prężyłby się z dumy w tej miseczce – było pysznie.

 

Czasami jest właśnie tak i wtedy nazywam się szczęściarą. Mam w domu prawdziwy, najpyszniejszy chleb z cienką, chrupiącą skórką i dziurawym, wilgotnym środkiem. Z samym masłem smakuje lepiej niż dobrze – ten przepis jest świetny:)

 

Dodaj komentarz